playlista

środa, 29 lipca 2015

Rozdział 2.


Wichura rajcowała od dobrych paru godzin. Nie mogłam w ogóle zasnąć. Co kilka sekund gałęzie uderzały o moje okno lub pioruny dawały o sobie znać. Przekręcałam się z boku na bok, nakryłam się kołdrą, a nawet nakryłam głowę poduszką. Nic nie pomagało. Chciałabym mieć mocny sen, ale cóż, nie zawsze dostajemy to, czego byśmy chcieli.

Pod dominowana zerwałam z siebie kołdrę, a poduszką rzuciłam o ścianę. Gwałtownie wstałam z łóżka i wyszłam z pokoju. Niczym myszka na paluszkach popędziłam w stronę kuchni.

Pomieszczenie było duże i nowoczesne. Ogromna wyspa dzieliła pokój na dwie części. Kuchnie i jeszcze większy salon.

Podeszłam do przeszklonej lodówki — Przez szyb było widać całą zawartość. - i wyjęłam sok pomarańczowy. Z wiszącej szafki wyciągałam szklankę i nalałam do niej zawartość plastikowej butelki. Już w pierwszym łyku poczułam miąższ. Myyy, pycha.

- Skoro takie dobre, też bym poprosił. - Za moimi plecami rozbrzmiał męski głos, na którego dźwięk podskoczyłam do góry. Na szczęście nic nie rozlałam i nie stłukłam.

Odwróciłam się przodem do NIEGO. Christian miał na sobie tylko bokserki, dzięki czemu mogłam swobodnie podziwiać jego idealnie umięśnione ciało. Przejechałam wzrokiem po jego zgrabnej sylwetce w kształcie litery V, zatrzymując się na imponującym wybrzuszeniu przykrytym białą bielizną. Po chwili opamiętałam się i odwróciłam do niego plecami. Wiedziałam, że podąża za mną. Sięgnęłam kolejną szklankę i nagle poczułam na plecach, jak ON do nich przylega swoim torsem. Od razu przeszły mnie ciarki.

Odłożyłam szklankę na blat i odwróciłam się przodem do mężczyzny i spojrzałam mu prosto w oczy.

- Codziennie mógłbym mieć taki widok. - Szepnął mi do ucha, przygryzając lekko jego płat. Kolejna porcja ciarek.

Przez chwilę zastanawiałam się, o co mu chodzi. Zrozumiałam dopiero, wtedy gdy oplótł mnie rękoma w pasie. Mam na sobie jedynie czarną, koronkową bieliznę. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem.

- Co pan robi? - Zapytałam zadziornie.

- Proszę, mów mi Panie Grey. - Mrukną z wyższością.

Stanęłam na palcach, aby przybliżyć twarz  jego i bez namysłu go pocałowałam. Od razu na to zareagował, oddając pocałunek, który z zachłannego stał się pożądliwy. Oplotłam ramiona wokół jego szyi, a Christian podniósł mnie. Wykorzystałam okazję i oplotłam nogi wokół jego pasa. Przez tę pozycję poczułam w miejscu gdzie łączą się moje uda, jego rosnący zwód. Brunet posadził mnie na wyspie kuchennej. Wykorzystując okazję, przycisnął bardziej swoje ciało do mojego.

Wraz z kolejnym grzmotem pioruna przerwałam pocałunek, rozplątałam nogi i bardziej wdrapałam się na wyspę kuchenną. Okręciłam się na tyłku i zeskoczyłam na podłogę.

Zaczęłam się kierować do swojego pokoju, ale nim całkowicie wyszłam z kuchni, czułam na sobie jego wzrok, chwyciłam się progu ściany i lekko obróciłam w stronę Pana Greya z triumfalnym uśmiechem.

- Dobranoc panu, Panie Gray. - Powiedziałam najsłodziej, jak tylko umiałam.

Usłyszałam jeszcze, jak z sykiem wciąga powietrze i ruszyłam do przodu dumna z siebie.

Idąc korytarzem nagle na kogoś wpadłam i zostałam oblana na jakąś cieczą, a na podłodze rozbili się szkło.

- Ana! -  Rozbrzmiał pisk mojej prawnej opiekunki która odskoczyła do tyłu. -  Wytłumacz mi w tej chwili dlaczego się wałęsasz po domu i to w środku nocy nie wspominając o twoim stroju!

Wzięłam głęboki oddech. Czy ta kobieta choć raz gdy jesteśmy same nie naskoczy na mnie z byle powodu.

- Nie twój interes. - warknęłam. Chciałam iść dalej, ale mnie zatrzymała chwytając za łokieć.  - Czego?!

- Nie takim tonem do mnie. -  Powiedziała ostro.

-  Nie jesteś moją matką wiec mi nie rozkazuj.- Wyszarpałam rękę z jej dłoni i weszłam do swojego pokoju.

Z pokoju Przeszłam do swojej łazienki, zdjęłam zamoczoną bieliznę i wrzuciłem ja do kosza na brudy. Wytarłam z siebie pozostałości wody i ruszyłam do łóżka, gdzie dałam nura pod kołderkę

Kiedy powoli odpływałam już nie biorąc pod uwagę szaleństwa rozgrywającego się za oknem, usłyszałam, jak ktoś wchodzi do mojego królestwa. Po chwili gość podszedł do mnie. Opuszkami palców przejechał po moim policzku. Chciałam otworzyć oczy i przekręcić głowę, ale nie dałam rady. Odpłynęłam...


----------------------------------------------------------------

Mam nadzieję, że rozdział wszystkim się spodobał. Przypominam o komentowaniu. 
Pamiętajcie, że dla was to nic takiego, a dla autora wiele znaczy. To właśnie ten niewielki znak od was sprawia, że chce się pisać i poprawiać.

PS. JEST UDOSTĘPNIONE KOMENTOWANIE ANONIMOWE WIĘC KAŻDY MOŻE TO ROBIĆ.

Pamiętaj. Czytasz, komentuj!!!

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 1.

Tym razem grudzień był bardzo mroźny. Z gałęzi niczym lampki zwisały sople lodu. Promienie zachodzącego słońca padały na lud, rozświetlając go. Można by pomyśleć, iż przed moimi oczami znajdują się diamenty. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.

- No super. Nie dość, że taki ziąb to, to!

Z ciemnych chmur zdobiących niebo zaczął spadać grad z deszczem.

Szybko wybiegłam z lasku i zaczęłam pędzić ile sił w nogach w stronę domu. Na szczęście nie miałam daleko. Każdy metr pokonywałam z łatwością. Okolica nie była mi obca. Mieszkam wraz z rodzicami w domku jednorodzinnym. Często dziękuję niebiosom za pokój na parterze. No cóż nie miałam wyboru. Na piętrze znajdują się gabinety rodziców, jedna łazienka i drzwi na strych. Tata nazywa to miejscem zakazanym. Za każdym razem, kiedy słyszę tę nazwę, chce mi się śmiać.

Nagle pośliznęłam się na lodzie i wywróciłam do tyłu, uderzając głową o ziemie.

- Cholera! - warknęłam. - Co z ciebie za niezdara. - Mruknęłam do siebie.

Szybko się zebrałam i popędziłam dalej. Wiatr się zmagał i zaczął nabierać na sile.

W momencie, kiedy dotarłam pod drzwi domu, miałam ochotę skakać z radości. Zaczęłam szukać kluczy, ale nie mogłam ich znaleźć. Zapewne musiały mi wypaść. Mama mnie zabije. TO już trzeci raz w tym roku. No cóż. Nie mam wyboru. Szybko obeszłam dom i skierowałam się do drzwi balkonowych mojego pokoju. Niestety zamknięte.

- Bosko. Dziś naprawdę skończy się mój żywot.

Westchnęłam głęboko i cofnęłam się do frontu domu i zaczęłam się dobijać. Wiem, że już
kompletnie po mnie.

Po kilku sekundach drzwi zostały otwarte z hukiem. W progu stanął mój tata.

- Kluczy się nie ma? - Powiedział żartobliwie.

Czy on ma na sobie garnitur? Nie, to nie możliwe. Przymrużam oczy i przekręcam głowę w bok. I nadal ten sam obraz. Dziwne.

- I to mówi facet wyglądający jak małpa? - Uśmiechnęłam się słodko do dopełnienia efektu.

- A wież, że nawet przypominasz małpiszonkę? - Uśmiechnął się zadziornie.

- Wiesz, że nie ma takiego słowa?

- Od dziś już jest. - Uśmiechnął się chytrze.

Przewróciłam oczami.

- My tu gadu, gadu, a na dworze robi się wichura i już przemokłam! - Czułam na skórze wilgotne ubrania. Zrobiłam krok do przodu, chcąc przejść przez drzwi, ale ktoś mi zablokował przejście.

- Nie wiem, czy mogę cię wpuścić w takim stanie do domu. - Pokazała na mnie palcem.

- Palcem się nie pokazuje i przepuść mnie! Jestem przemoczona i jest mi zimno!

- Skoro musisz.

- Muszę.

Przeszłam obok niego i po kilku krokach znalazłam się w salonie, mażąc o gorącej czekoladzie. Ciepłe powietrze otuliło moją twarz, ale i tak się wzdrygnęłam. Szybko zdjęłam kurtkę oraz buty i zostawiłam w przedpokoju. Z kurtki od razu zaczęła kapać woda, odbijając się cichym echem o podłogę.

- Jak się ogarniesz, posprzątaj. - Mój kochany tatuś zaczyna mi rozkazywać. Jak ja to kocham.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.

- Mówię poważnie. - Coś mu to nie wychodzi.

- Jasne. - Odparłam, potakując.

- Mówię serio.

- Yhym. - Spoglądałam na niego powątpiewającym wzrokiem.

- Ana mówię poważnie i nie sprzeczaj się ze mną.

- Wiesz co? Kłamanie ci nie wychodzi.

Mężczyzna wziął głęboki oddech i Chwycił mnie w pasie i przerzucił mnie sobie przez ramię. Od razu zaczęłam Piszczeć. Tata zaczął kręcić się wokół własnej osi i po chwili żucia mnie na kanapę. Szybko wstałam.

- Dajesz nieźle popalić.

Ruszyłam w stronę swojego pokoju.

- Tylko to posprzątaj. - zawołał do mnie tata.

- Dobra.- przewróciła oczami.

Po drodze dobiegły do moich uszu odgłosy rozmowy z salonu. Zignorowałam to i weszłam do swojego ''królestwa''.

Już chyba rozumiem, czemu on wygląda jak właściciel cyrku. Zakładam, że mamusia zaprosiła jedna ze swoich przyjaciółek.

W drodze do łazienki zaczęłam się rozbierać. Dzięki czemu w momencie, kiedy dotarłam do wanny, byłam zupełnie naga. Miałam ochotę skakać ze szczęścia. Poczułam się jak piórko. Miałam wrażenie, iż zaraz uniosę się i odlecę.

Szybko nalałam sobie wody po sam brzeg i wlałam trochę płynu lawendowego. Mój ulubiony. Jego zapach od razu wypełnił całe pomieszczenie.

Zanurzyłam się w wodzie. Jak w niebie. Pomyślałam. Namydliłam całe ciało i głowę, po czym cała Zanurzyłam się w wodzie. Ten proces powtórzyłam kilkakrotnie. Kiedy stwierdziłam, że jestem już czysta, wyszłam z wanny i wytarłam się ręcznikiem.

Po powrocie do pokoju ubrałam czarna bokserkę, ciemne rurki i koszule w Czarno czerwona kratę. Spod łóżka wygrzebałam ciemne tenisówki przed kostkę.

Z jednej z szuflad w łazience wyjełam suszarkę i zaczęłam robić porządek z włosami.

W trakcie mojej małej przygody suszarka zgasł, jak i światła.

W biegła do pokoju, aby sprawdzić, czy tam też jest jak w grobowcu. Nie Pomyliłam się.

Na korytarzu to samo. Zakładam, że wywaliło korki.

- Ray, zejść do piwnicy, a ja poszukam świec. - rozbrzmiał głos mojej mamusi, a raczej macochy. Wspominałam, że ja lubię? Jest na odwrót. Użeram się z tym babskiem jedynie na wzgląd, na ojca. Mam tylko jego.

Nie dosłyszałam odpowiedzi, ale za to zamykające się drzwi.

Wchodząc do jadalni, oniemiałam. Przy stole siedział grecki bóg.
Mężczyzna o idealnie umięśnionym ciele. Zakładam, że jest równie wysoki. Ma ciemne włosy i z tego, co dałam rade dostrzec. Przez światło świec, cudownie głębokie niebieskie oczy, w których można się zatracić bez końca.

Sam jego widok przyprawił mnie o palpitacje serca.

Dostrzegłam miażdżyce mnie spojrzenie kobiety, dzięki któremu się ocknęłam.

- Dobry wieczór. - uśmiechnęłam się uprzejmie.

- Dobry wieczór. - odparł głosem anioła. Czy on może być bardziej doskonały?

- Christianie pozwól, że ci przedstawię moja kochana pasierbicę Anastazję. - Przewróciłam oczami. Czy mi się wydawało, czy gdy wypowiedziała jego imię, zatrzepotała rzęsami?!

Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. Jednak coś mi ugrzęzło w głowie z lekcji dobrych manier, na które mnie wysłała zaraz po tym, jak zaczęłam ja wyzywać w wieku dziesięciu lat. Nie byłoby wtedy tamtej scen no ale to nie ja oddałam do schroniska Siro. To był pies mamy. Wtedy to była ostatnia zacz jaka pozostała po niej w domu. Oczywiście, jeśli można nazwać, psa życzą. Oddała go, gdyż zaczął szczekać w nocy podczas burzy i nie dawał jej spać. To chore! Przecież psiaki boją się takiej pogody. Dziwi mnie nadal to, że tata na to nie zareagował po tym, jak wrócił z delegacji zagranicznej.

- Ana. - Wymamrotałam, a brunet skinął.

Usiadłam naprzeciwko niego. Cały czas czułam na sobie przeszywający wzrok mężczyzny. Po kilku sekundach moje policzki oblały się rumieńcami. Dziwne. Przeniosłam wzrok na NIEGO i moje serce przyspieszyło. Napotkałam jego wzrok. Oboje jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w siebie.

- Z korkami wszystko w porządku. - Usłyszałam za plecami głos ojca. Od razy odwróciłam głowę. - Wygląda na to, że prądu nie ma na całej ulicy. Pewnie gdzieś zerwało linie wysokiego napięcia. - Po chwili dodał. - Przykro mi. - Zmarszczyłam czoło i pytająco spojrzałam na gościa.

- Utknąłem w zaspie, a po kilku minutach silnik mi padł. - Przytaknęłam. - Chciałem skorzystać z telefonu.

- Rozumiem. - Uśmiechnęłam się współczująco.

- Nie ma pan wyboru. - Odezwała się kobieta. Wszyscy na nią spojrzeli. - Musi pan u nas zostać, aż ta wichura minie.

--------------------------------------------------

Mam nadzieję, że moje wypociny wam się spodobały i liczę na komentarze!

PS. JEST UDOSTĘPNIONE KOMENTOWANIE ANONIMOWE WIĘC KAŻDY MOŻE TO ROBIĆ. 

Pamiętaj. Czytasz, komentuj!

poniedziałek, 27 lipca 2015

Prolog.



- Christian proszę. - Zaczęła Mia.

- A możesz mi przypomnieć, dlaczego mnie o to prosisz, a nie żadną ze swoich przyjaciółek? - Usiadłem w swoim fotelu i przekręciłem się przodem do okna, z którego mogę podziwiać Seattle. Widok jest tak odległy, że mam wrażenie, iż miasto leży u mych stop. - Nadal nie słyszę odpowiedzi.

- No bo cię tak bardzo kocham?- Odparła bardzo słodko.

- Ja ciebie też, ale tym tekstem mnie nie przekupisz. Wiec słucham...

- Okey, okey. Po pierwsze to nikt nie może...- Zbytnio ta odpowiem, mnie nie przekonała. Bo niby dlaczego miała.

- A skąd pomysł, że ja mogę?

- Nie przerywa mi. - Warknęła, co mnie zaskoczyło. Musi być nieźle zdeterminowana. - A po drugie — W tym momencie drzwi do mojego gabinetu się otworzyły. Odruchowo odwróciłem się w strony gościa. Przede mną stanęła Mia. Jak zawsze elegancko ubrana z krótką fryzurą. - Bo cię bardzo proszę. - Powiedziała to tak słodko, że już po mnie. Przypomniało mi się nasze dzieciństwo, gdy tak patrzyła na mnie i do tego mówiła w taki sposób, nie umiałem jej niczego odmówić.

- A co swego będę miał? Oczywiście, jeśli się zgodzę.

- Moja wieczną miłość? - Zatrzepotała rzęsami.

- Dobra tylko wiece już na mnie tak nie patrz. - Opadłem na fotel. - à propos. Ktoś mi musi podlewać kwiatki? - spojrzałem na nią.

- Jakie kwiatki? - Zmarszczyła czoło.

- A trawnik przed apartamentowcem?

- Żartujesz sobie ze mnie?

- A może. Skoro robię ci taką przysługę, wiec coś mi się z życia należy. Nie uważasz?

- Rob co chcesz, ale mnie nie wystaw. Rozmawiałam z szefem, jeśli załatwię sobie zastępstwo, to mogę ten tydzień mieć jeszcze wolny. - Uśmiechnęła się chytrze i wyszła.

W co ja się w kopałem?


---------------------------------------------------

Mam nadzieję, że prolog się wam spodobał. Wiem, że spóźniony ale chyba ważne, iż jednak się pojawił. ;-)


Pamiętaj. Czytasz, komentuj!


HEJ!

Nie zdradzę wam jak się naprawdę nazywam, bo poco to, ale będę się podpisywać nickiem paulina patrycia.

Ta tematyka jest trochę odrębna od tego, co zazwyczaj piszę, ale mam nadzieję, że moje wypociny wam się spodobają. ;)

Ta saga książek — bo nie można tego nazwać już trylogią ;-P- napisana przez E. L James pochłonęła mnie. Pokochałam historię Christiana oraz Anastazji i postanowiłam stworzyć własna, historię.

Oto małe wprowadzenie:

~

Na pewno znacie lub słyszeliście o 50 twarzy Graya — James E L. Chcę napisać własną wersie tej miłosnej przygody z małą nutką Sagi Gabriela - Sylvain Reynard.
Anastazja, pewna siebie i swojej urody nastolatka. Christian, z reguły przekonany o swojej racji, despotyczny nauczyciel i dziecko sukcesu.
Połączył ich jeden wypadek, jedno zdarzenie i zaskakująca wszystkich pogoda...

Tutaj wszystko może się zdarzyć.

~

Jedyne, na czym mi zależy to komentarze. Jak dla mnie czytanie = komentowanie. Sama to stosuję, więc również zachęcam do tego innych.
Pamiętaj. Czytasz, komentuj!