Tym razem grudzień był bardzo mroźny. Z gałęzi niczym lampki zwisały sople lodu. Promienie zachodzącego słońca padały na lud, rozświetlając go. Można by pomyśleć, iż przed moimi oczami znajdują się diamenty. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.
- No super. Nie dość, że taki ziąb to, to!
Z ciemnych chmur zdobiących niebo zaczął spadać grad z deszczem.
Szybko wybiegłam z lasku i zaczęłam pędzić ile sił w nogach w stronę domu. Na szczęście nie miałam daleko. Każdy metr pokonywałam z łatwością. Okolica nie była mi obca. Mieszkam wraz z rodzicami w domku jednorodzinnym. Często dziękuję niebiosom za pokój na parterze. No cóż nie miałam wyboru. Na piętrze znajdują się gabinety rodziców, jedna łazienka i drzwi na strych. Tata nazywa to miejscem zakazanym. Za każdym razem, kiedy słyszę tę nazwę, chce mi się śmiać.
Nagle pośliznęłam się na lodzie i wywróciłam do tyłu, uderzając głową o ziemie.
- Cholera! - warknęłam. - Co z ciebie za niezdara. - Mruknęłam do siebie.
Szybko się zebrałam i popędziłam dalej. Wiatr się zmagał i zaczął nabierać na sile.
W momencie, kiedy dotarłam pod drzwi domu, miałam ochotę skakać z radości. Zaczęłam szukać kluczy, ale nie mogłam ich znaleźć. Zapewne musiały mi wypaść. Mama mnie zabije. TO już trzeci raz w tym roku. No cóż. Nie mam wyboru. Szybko obeszłam dom i skierowałam się do drzwi balkonowych mojego pokoju. Niestety zamknięte.
- Bosko. Dziś naprawdę skończy się mój żywot.
Westchnęłam głęboko i cofnęłam się do frontu domu i zaczęłam się dobijać. Wiem, że już
kompletnie po mnie.
Po kilku sekundach drzwi zostały otwarte z hukiem. W progu stanął mój tata.
- Kluczy się nie ma? - Powiedział żartobliwie.
Czy on ma na sobie garnitur? Nie, to nie możliwe. Przymrużam oczy i przekręcam głowę w bok. I nadal ten sam obraz. Dziwne.
- I to mówi facet wyglądający jak małpa? - Uśmiechnęłam się słodko do dopełnienia efektu.
- A wież, że nawet przypominasz małpiszonkę? - Uśmiechnął się zadziornie.
- Wiesz, że nie ma takiego słowa?
- Od dziś już jest. - Uśmiechnął się chytrze.
Przewróciłam oczami.
- My tu gadu, gadu, a na dworze robi się wichura i już przemokłam! - Czułam na skórze wilgotne ubrania. Zrobiłam krok do przodu, chcąc przejść przez drzwi, ale ktoś mi zablokował przejście.
- Nie wiem, czy mogę cię wpuścić w takim stanie do domu. - Pokazała na mnie palcem.
- Palcem się nie pokazuje i przepuść mnie! Jestem przemoczona i jest mi zimno!
- Skoro musisz.
- Muszę.
Przeszłam obok niego i po kilku krokach znalazłam się w salonie, mażąc o gorącej czekoladzie. Ciepłe powietrze otuliło moją twarz, ale i tak się wzdrygnęłam. Szybko zdjęłam kurtkę oraz buty i zostawiłam w przedpokoju. Z kurtki od razu zaczęła kapać woda, odbijając się cichym echem o podłogę.
- Jak się ogarniesz, posprzątaj. - Mój kochany tatuś zaczyna mi rozkazywać. Jak ja to kocham.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.
- Mówię poważnie. - Coś mu to nie wychodzi.
- Jasne. - Odparłam, potakując.
- Mówię serio.
- Yhym. - Spoglądałam na niego powątpiewającym wzrokiem.
- Ana mówię poważnie i nie sprzeczaj się ze mną.
- Wiesz co? Kłamanie ci nie wychodzi.
Mężczyzna wziął głęboki oddech i Chwycił mnie w pasie i przerzucił mnie sobie przez ramię. Od razu zaczęłam Piszczeć. Tata zaczął kręcić się wokół własnej osi i po chwili żucia mnie na kanapę. Szybko wstałam.
- Dajesz nieźle popalić.
Ruszyłam w stronę swojego pokoju.
- Tylko to posprzątaj. - zawołał do mnie tata.
- Dobra.- przewróciła oczami.
Po drodze dobiegły do moich uszu odgłosy rozmowy z salonu. Zignorowałam to i weszłam do swojego ''królestwa''.
Już chyba rozumiem, czemu on wygląda jak właściciel cyrku. Zakładam, że mamusia zaprosiła jedna ze swoich przyjaciółek.
W drodze do łazienki zaczęłam się rozbierać. Dzięki czemu w momencie, kiedy dotarłam do wanny, byłam zupełnie naga. Miałam ochotę skakać ze szczęścia. Poczułam się jak piórko. Miałam wrażenie, iż zaraz uniosę się i odlecę.
Szybko nalałam sobie wody po sam brzeg i wlałam trochę płynu lawendowego. Mój ulubiony. Jego zapach od razu wypełnił całe pomieszczenie.
Zanurzyłam się w wodzie. Jak w niebie. Pomyślałam. Namydliłam całe ciało i głowę, po czym cała Zanurzyłam się w wodzie. Ten proces powtórzyłam kilkakrotnie. Kiedy stwierdziłam, że jestem już czysta, wyszłam z wanny i wytarłam się ręcznikiem.
Po powrocie do pokoju ubrałam czarna bokserkę, ciemne rurki i koszule w Czarno czerwona kratę. Spod łóżka wygrzebałam ciemne tenisówki przed kostkę.
Z jednej z szuflad w łazience wyjełam suszarkę i zaczęłam robić porządek z włosami.
W trakcie mojej małej przygody suszarka zgasł, jak i światła.
W biegła do pokoju, aby sprawdzić, czy tam też jest jak w grobowcu. Nie Pomyliłam się.
Na korytarzu to samo. Zakładam, że wywaliło korki.
- Ray, zejść do piwnicy, a ja poszukam świec. - rozbrzmiał głos mojej mamusi, a raczej macochy. Wspominałam, że ja lubię? Jest na odwrót. Użeram się z tym babskiem jedynie na wzgląd, na ojca. Mam tylko jego.
Nie dosłyszałam odpowiedzi, ale za to zamykające się drzwi.
Wchodząc do jadalni, oniemiałam. Przy stole siedział grecki bóg.
Mężczyzna o idealnie umięśnionym ciele. Zakładam, że jest równie wysoki. Ma ciemne włosy i z tego, co dałam rade dostrzec. Przez światło świec, cudownie głębokie niebieskie oczy, w których można się zatracić bez końca.
Sam jego widok przyprawił mnie o palpitacje serca.
Dostrzegłam miażdżyce mnie spojrzenie kobiety, dzięki któremu się ocknęłam.
- Dobry wieczór. - uśmiechnęłam się uprzejmie.
- Dobry wieczór. - odparł głosem anioła. Czy on może być bardziej doskonały?
- Christianie pozwól, że ci przedstawię moja kochana pasierbicę Anastazję. - Przewróciłam oczami. Czy mi się wydawało, czy gdy wypowiedziała jego imię, zatrzepotała rzęsami?!
Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. Jednak coś mi ugrzęzło w głowie z lekcji dobrych manier, na które mnie wysłała zaraz po tym, jak zaczęłam ja wyzywać w wieku dziesięciu lat. Nie byłoby wtedy tamtej scen no ale to nie ja oddałam do schroniska Siro. To był pies mamy. Wtedy to była ostatnia zacz jaka pozostała po niej w domu. Oczywiście, jeśli można nazwać, psa życzą. Oddała go, gdyż zaczął szczekać w nocy podczas burzy i nie dawał jej spać. To chore! Przecież psiaki boją się takiej pogody. Dziwi mnie nadal to, że tata na to nie zareagował po tym, jak wrócił z delegacji zagranicznej.
- Ana. - Wymamrotałam, a brunet skinął.
Usiadłam naprzeciwko niego. Cały czas czułam na sobie przeszywający wzrok mężczyzny. Po kilku sekundach moje policzki oblały się rumieńcami. Dziwne. Przeniosłam wzrok na NIEGO i moje serce przyspieszyło. Napotkałam jego wzrok. Oboje jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w siebie.
- Z korkami wszystko w porządku. - Usłyszałam za plecami głos ojca. Od razy odwróciłam głowę. - Wygląda na to, że prądu nie ma na całej ulicy. Pewnie gdzieś zerwało linie wysokiego napięcia. - Po chwili dodał. - Przykro mi. - Zmarszczyłam czoło i pytająco spojrzałam na gościa.
- Utknąłem w zaspie, a po kilku minutach silnik mi padł. - Przytaknęłam. - Chciałem skorzystać z telefonu.
- Rozumiem. - Uśmiechnęłam się współczująco.
- Nie ma pan wyboru. - Odezwała się kobieta. Wszyscy na nią spojrzeli. - Musi pan u nas zostać, aż ta wichura minie.
--------------------------------------------------
Mam nadzieję, że moje wypociny wam się spodobały i liczę na komentarze!
PS. JEST UDOSTĘPNIONE KOMENTOWANIE ANONIMOWE WIĘC KAŻDY MOŻE TO ROBIĆ.
Pamiętaj. Czytasz, komentuj!
Boziu super :)
OdpowiedzUsuńPisz dalej, pozdrawiam
Już nie mogę się doczekać następnego :)
OdpowiedzUsuń