playlista

wtorek, 28 lipca 2015

Rozdział 1.

Tym razem grudzień był bardzo mroźny. Z gałęzi niczym lampki zwisały sople lodu. Promienie zachodzącego słońca padały na lud, rozświetlając go. Można by pomyśleć, iż przed moimi oczami znajdują się diamenty. W jednej sekundzie wszystko się zmieniło.

- No super. Nie dość, że taki ziąb to, to!

Z ciemnych chmur zdobiących niebo zaczął spadać grad z deszczem.

Szybko wybiegłam z lasku i zaczęłam pędzić ile sił w nogach w stronę domu. Na szczęście nie miałam daleko. Każdy metr pokonywałam z łatwością. Okolica nie była mi obca. Mieszkam wraz z rodzicami w domku jednorodzinnym. Często dziękuję niebiosom za pokój na parterze. No cóż nie miałam wyboru. Na piętrze znajdują się gabinety rodziców, jedna łazienka i drzwi na strych. Tata nazywa to miejscem zakazanym. Za każdym razem, kiedy słyszę tę nazwę, chce mi się śmiać.

Nagle pośliznęłam się na lodzie i wywróciłam do tyłu, uderzając głową o ziemie.

- Cholera! - warknęłam. - Co z ciebie za niezdara. - Mruknęłam do siebie.

Szybko się zebrałam i popędziłam dalej. Wiatr się zmagał i zaczął nabierać na sile.

W momencie, kiedy dotarłam pod drzwi domu, miałam ochotę skakać z radości. Zaczęłam szukać kluczy, ale nie mogłam ich znaleźć. Zapewne musiały mi wypaść. Mama mnie zabije. TO już trzeci raz w tym roku. No cóż. Nie mam wyboru. Szybko obeszłam dom i skierowałam się do drzwi balkonowych mojego pokoju. Niestety zamknięte.

- Bosko. Dziś naprawdę skończy się mój żywot.

Westchnęłam głęboko i cofnęłam się do frontu domu i zaczęłam się dobijać. Wiem, że już
kompletnie po mnie.

Po kilku sekundach drzwi zostały otwarte z hukiem. W progu stanął mój tata.

- Kluczy się nie ma? - Powiedział żartobliwie.

Czy on ma na sobie garnitur? Nie, to nie możliwe. Przymrużam oczy i przekręcam głowę w bok. I nadal ten sam obraz. Dziwne.

- I to mówi facet wyglądający jak małpa? - Uśmiechnęłam się słodko do dopełnienia efektu.

- A wież, że nawet przypominasz małpiszonkę? - Uśmiechnął się zadziornie.

- Wiesz, że nie ma takiego słowa?

- Od dziś już jest. - Uśmiechnął się chytrze.

Przewróciłam oczami.

- My tu gadu, gadu, a na dworze robi się wichura i już przemokłam! - Czułam na skórze wilgotne ubrania. Zrobiłam krok do przodu, chcąc przejść przez drzwi, ale ktoś mi zablokował przejście.

- Nie wiem, czy mogę cię wpuścić w takim stanie do domu. - Pokazała na mnie palcem.

- Palcem się nie pokazuje i przepuść mnie! Jestem przemoczona i jest mi zimno!

- Skoro musisz.

- Muszę.

Przeszłam obok niego i po kilku krokach znalazłam się w salonie, mażąc o gorącej czekoladzie. Ciepłe powietrze otuliło moją twarz, ale i tak się wzdrygnęłam. Szybko zdjęłam kurtkę oraz buty i zostawiłam w przedpokoju. Z kurtki od razu zaczęła kapać woda, odbijając się cichym echem o podłogę.

- Jak się ogarniesz, posprzątaj. - Mój kochany tatuś zaczyna mi rozkazywać. Jak ja to kocham.
Spojrzałam na niego jak na idiotę.

- Mówię poważnie. - Coś mu to nie wychodzi.

- Jasne. - Odparłam, potakując.

- Mówię serio.

- Yhym. - Spoglądałam na niego powątpiewającym wzrokiem.

- Ana mówię poważnie i nie sprzeczaj się ze mną.

- Wiesz co? Kłamanie ci nie wychodzi.

Mężczyzna wziął głęboki oddech i Chwycił mnie w pasie i przerzucił mnie sobie przez ramię. Od razu zaczęłam Piszczeć. Tata zaczął kręcić się wokół własnej osi i po chwili żucia mnie na kanapę. Szybko wstałam.

- Dajesz nieźle popalić.

Ruszyłam w stronę swojego pokoju.

- Tylko to posprzątaj. - zawołał do mnie tata.

- Dobra.- przewróciła oczami.

Po drodze dobiegły do moich uszu odgłosy rozmowy z salonu. Zignorowałam to i weszłam do swojego ''królestwa''.

Już chyba rozumiem, czemu on wygląda jak właściciel cyrku. Zakładam, że mamusia zaprosiła jedna ze swoich przyjaciółek.

W drodze do łazienki zaczęłam się rozbierać. Dzięki czemu w momencie, kiedy dotarłam do wanny, byłam zupełnie naga. Miałam ochotę skakać ze szczęścia. Poczułam się jak piórko. Miałam wrażenie, iż zaraz uniosę się i odlecę.

Szybko nalałam sobie wody po sam brzeg i wlałam trochę płynu lawendowego. Mój ulubiony. Jego zapach od razu wypełnił całe pomieszczenie.

Zanurzyłam się w wodzie. Jak w niebie. Pomyślałam. Namydliłam całe ciało i głowę, po czym cała Zanurzyłam się w wodzie. Ten proces powtórzyłam kilkakrotnie. Kiedy stwierdziłam, że jestem już czysta, wyszłam z wanny i wytarłam się ręcznikiem.

Po powrocie do pokoju ubrałam czarna bokserkę, ciemne rurki i koszule w Czarno czerwona kratę. Spod łóżka wygrzebałam ciemne tenisówki przed kostkę.

Z jednej z szuflad w łazience wyjełam suszarkę i zaczęłam robić porządek z włosami.

W trakcie mojej małej przygody suszarka zgasł, jak i światła.

W biegła do pokoju, aby sprawdzić, czy tam też jest jak w grobowcu. Nie Pomyliłam się.

Na korytarzu to samo. Zakładam, że wywaliło korki.

- Ray, zejść do piwnicy, a ja poszukam świec. - rozbrzmiał głos mojej mamusi, a raczej macochy. Wspominałam, że ja lubię? Jest na odwrót. Użeram się z tym babskiem jedynie na wzgląd, na ojca. Mam tylko jego.

Nie dosłyszałam odpowiedzi, ale za to zamykające się drzwi.

Wchodząc do jadalni, oniemiałam. Przy stole siedział grecki bóg.
Mężczyzna o idealnie umięśnionym ciele. Zakładam, że jest równie wysoki. Ma ciemne włosy i z tego, co dałam rade dostrzec. Przez światło świec, cudownie głębokie niebieskie oczy, w których można się zatracić bez końca.

Sam jego widok przyprawił mnie o palpitacje serca.

Dostrzegłam miażdżyce mnie spojrzenie kobiety, dzięki któremu się ocknęłam.

- Dobry wieczór. - uśmiechnęłam się uprzejmie.

- Dobry wieczór. - odparł głosem anioła. Czy on może być bardziej doskonały?

- Christianie pozwól, że ci przedstawię moja kochana pasierbicę Anastazję. - Przewróciłam oczami. Czy mi się wydawało, czy gdy wypowiedziała jego imię, zatrzepotała rzęsami?!

Chciało mi się śmiać, ale się powstrzymałam. Jednak coś mi ugrzęzło w głowie z lekcji dobrych manier, na które mnie wysłała zaraz po tym, jak zaczęłam ja wyzywać w wieku dziesięciu lat. Nie byłoby wtedy tamtej scen no ale to nie ja oddałam do schroniska Siro. To był pies mamy. Wtedy to była ostatnia zacz jaka pozostała po niej w domu. Oczywiście, jeśli można nazwać, psa życzą. Oddała go, gdyż zaczął szczekać w nocy podczas burzy i nie dawał jej spać. To chore! Przecież psiaki boją się takiej pogody. Dziwi mnie nadal to, że tata na to nie zareagował po tym, jak wrócił z delegacji zagranicznej.

- Ana. - Wymamrotałam, a brunet skinął.

Usiadłam naprzeciwko niego. Cały czas czułam na sobie przeszywający wzrok mężczyzny. Po kilku sekundach moje policzki oblały się rumieńcami. Dziwne. Przeniosłam wzrok na NIEGO i moje serce przyspieszyło. Napotkałam jego wzrok. Oboje jak zahipnotyzowani wpatrywaliśmy się w siebie.

- Z korkami wszystko w porządku. - Usłyszałam za plecami głos ojca. Od razy odwróciłam głowę. - Wygląda na to, że prądu nie ma na całej ulicy. Pewnie gdzieś zerwało linie wysokiego napięcia. - Po chwili dodał. - Przykro mi. - Zmarszczyłam czoło i pytająco spojrzałam na gościa.

- Utknąłem w zaspie, a po kilku minutach silnik mi padł. - Przytaknęłam. - Chciałem skorzystać z telefonu.

- Rozumiem. - Uśmiechnęłam się współczująco.

- Nie ma pan wyboru. - Odezwała się kobieta. Wszyscy na nią spojrzeli. - Musi pan u nas zostać, aż ta wichura minie.

--------------------------------------------------

Mam nadzieję, że moje wypociny wam się spodobały i liczę na komentarze!

PS. JEST UDOSTĘPNIONE KOMENTOWANIE ANONIMOWE WIĘC KAŻDY MOŻE TO ROBIĆ. 

Pamiętaj. Czytasz, komentuj!

2 komentarze:

Serdecznie zachęcam wszystkich czytelników do komentowanie.
TO ten mały na ogół nic nieznaczący gest sprawia, że chce się pisać i kontynuować historię, którą bloger tworzy.

PAMIĘTAJ. CZYTASZ, KOMENTUJ!